Potrzebujesz pomocy?

Nasi eksperci dobiorą najlepsze rozwiązanie.

Skontaktuj się z nami

Tonący brzytwy się chwyta? Uważaj na „cudowne” oferty. 6 patologicznych praktyk patokancelarii restrukturyzacyjnych

Prowadzenie małej lub średniej firmy w dzisiejszych czasach to stąpanie po kruchym lodzie. Rosnące koszty, niepewność rynkowa, zatory płatnicze – wystarczy jeden gorszy kwartał, by widmo niewypłacalności zajrzało przedsiębiorcy w oczy. W takiej sytuacji stres i panika są naturalnymi reakcjami. Właściciel firmy szuka ratunku gdziekolwiek, byle szybko, byle skutecznie.

I właśnie na tym żerują one – tzw. patokancelarie „restrukturyzacyjne”.

Rynek usług restrukturyzacyjnych dla najmniejszych firm został w ostatnim czasie dosłownie zalany przez podmioty, które z rzetelną pomocą prawną nie mają nic wspólnego. To cyniczni sprzedawcy marzeń, którzy wyczuli łatwy zarobek na cudzym nieszczęściu. Większość mikrofirm szukających ratunku przed bankructwem, zamiast trafić do specjalisty, wpada w sidła tych właśnie „znachorów” biznesu.

Czym dokładnie są patokancelarie? To firmy – często nawet nie kancelarie prawne w ścisłym tego słowa znaczeniu, ale pośrednicy – które na siłę wciskają każdemu postępowanie restrukturyzacyjne. Dla nich nie liczy się Twoja specyficzna sytuacja. Liczy się tylko sprzedaż. Przedstawiają restrukturyzację jako cudowne panaceum na absolutnie WSZYSTKIE problemy finansowe.

Tymczasem brutalna prawda wygląda inaczej: postępowanie restrukturyzacyjne jest optymalnym i sensownym rozwiązaniem tylko w około 10% przypadków. Dla pozostałych 90% może być albo nieskuteczna, albo wręcz szkodliwa, przyspieszając tylko nieuchronny upadek i generując dodatkowe, niemałe koszty.

Jak rozpoznać, że masz do czynienia z naciągaczami, a nie rzetelnymi doradcami? Oto 6 najczęstszych, patologicznych praktyk, które powinny zapalić w Twojej głowie czerwoną lampkę alarmową.

1. Obietnica gigantycznej redukcji długów (która nigdy nie nastąpi)

To najczęstszy haczyk. Słyszysz: „Umorzymy dużą część Twoich długów, może nawet 50%!”. Brzmi wspaniale, prawda? Niestety, w większości przypadków to zwykłe kłamstwo.

Doświadczony doradca restrukturyzacyjny wie, że na znaczące umorzenia długów zwykle nie ma szans. Banki bardzo rzadko godzą się na jakiekolwiek umorzenia odsetek, nie mówiąc już o kapitale. Urzędy skarbowe również mają sztywne wytyczne dotyczące tego, na co mogą się zgodzić. Umorzenia zobowiązań wobec ZUS w ogóle nie są możliwe – ze względu na przepisy Prawa restrukturyzacyjnego. Obiecywanie gruszek na wierzbie bez analizy struktury wierzycieli to pierwsza oznaka patologii.

2. Mit „wakacji kredytowych” trwających rok

Kolejna złudna obietnica dla przedsiębiorcy w panice. Patokancelarie mamią wizją „przerwy w spłacie nawet na 12 miesięcy”. Jak wygląda rzeczywistość?

Standardowa przerwa w spłacie zobowiązań w najpopularniejszym postępowaniu restrukturyzacyjnym(tzw. „postępowaniu o zatwierdzenie układu”) trwa 4 miesiące. Do tego dochodzi ok. 2 miesiące oczekiwania na decyzję sądu o zatwierdzeniu układu, o ile układ został przyjęty przez wierzycieli. To daje w sumie ok. 6 miesięcy przerwy w spłacaniu długów. Opowieści o roku spokoju to zazwyczaj wabik, mający skłonić Cię do szybkiego podpisania umowy.

3. Brak negocjacji z wierzycielami – czyli „sztuka dla sztuki”

Restrukturyzacja to przede wszystkim negocjacje z wierzycielami. To trudny proces przekonywania wierzycieli, że lepiej odzyskać część długu później, niż nic teraz.

Patokancelarie często oferują podejrzanie niskie ceny swoich usług. Dlaczego? Ponieważ pomijają najtrudniejszą i najbardziej pracochłonną część procesu – w ogóle nie negocjują. Nie szukają realnych propozycji układowych, nie rozmawiają z bankami. Efekt? Układ przepada w głosowaniu, a postępowanie upada po 4 miesiącach, zostawiając Cię w gorszej sytuacji niż na początku.

4. Usługa „minimum”: tylko obwieszczenie w KRZ

Najbardziej bezczelne podmioty sprowadzają swoją „usługę” do jednej czynności: dokonania obwieszczenia o otwarciu postępowania w Krajowym Rejestrze Zadłużonych (KRZ). I na tym koniec.

Kasują pieniądze za sam fakt „kliknięcia” w systemie. To tak, jakby lekarz wziął pieniądze za wypisanie recepty, wiedząc, że lek i tak nie zadziała, bo nie postawił diagnozy. To działanie na szkodę klienta.

5. Wciskanie nieodpowiednich (i drogich) postępowań

Dla mikroprzedsiębiorcy prawie zawsze jedynym sensownym i stosunkowo tanim rozwiązaniem jest postępowanie o zatwierdzenie układu (czyli popularne pzu).

Tymczasem patokancelarie czasem namawiają mikrofirmy na dużo bardziej skomplikowane i dużo droższe postępowania sądowe: postępowanie sanacyjne, układowe albo przyspieszone układowe. Wciskanie mikrofirmie sanacji to jak strzelanie z armaty do wróbla – koszty amunicji są większe niż wartość hipotetycznego celu.

6. Sprzedawca zamiast licencjonowanego doradcy restrukturyzacyjnego

Kiedy dzwonisz po pomoc, powinieneś rozmawiać z licencjonowanym doradcą restrukturyzacyjnym – osobą z wiedzą prawną, ekonomiczną i doświadczeniem.

W patokancelariach rozmawiasz zazwyczaj z handlowcem. Osobą przeszkoloną z technik sprzedaży, która realizuje targety i czyta ze skryptu. Taki człowiek nie ma pojęcia o alternatywnych rozwiązaniach. Jego celem jest sprzedaż jednej, konkretnej usługi, niezależnie od tego, czy jest Ci ona potrzebna.

Podsumowanie: Strzeż się fałszywych proroków

Gdy chorujesz, szukasz lekarza specjalisty, a nie znachora, który każdemu przepisuje tę samą maść na wszystko. Tak samo traktuj swoją firmę. Jeśli chcesz ją uratować, strzeż się patokancelarii „restrukturyzacyjnych”.

Prawdziwa pomoc zaczyna się od rzetelnej diagnozy, która czasem brzmi: „Restrukturyzacja w Pana przypadku nie ma sensu”. Uczciwy doradca to powie. Patokancelaria – nigdy.

Powodzenia w ratowaniu biznesu – i zachowajcie czujność!

Chcesz wiedzieć więcej? Skontaktuj się z nami: tel. 669 151 966!